Dziki w polskich miastach. Problem, który coraz trudniej ignorować

AČS — choroba, której boją się służby

Jednym z najważniejszych powodów, dla których temat dzików budzi tak duże emocje, jest ASF, czyli afrykański pomór świń. To groźna choroba wirusowa świń i dzików, która nie jest niebezpieczna dla ludzi, ale stanowi ogromny problem dla hodowców i gospodarki.

Właśnie dlatego władze od lat próbują ograniczać populację dzików. W niektórych regionach stosowano odstrzał, odłów, przesiedlanie zwierząt oraz specjalne działania służb miejskich. W Warszawie działają również patrole, które reagują na zgłoszenia mieszkańców.

Odstrzał czy ochrona? Społeczeństwo jest podzielone

Największe kontrowersje wywołuje pytanie: co robić z dzikami, które zadomowiły się w mieście?

Część osób uważa, że konieczna jest zdecydowana redukcja populacji, bo zwierzęta zagrażają bezpieczeństwu ludzi, niszczą mienie i mogą przenosić choroby. Inni podkreślają, że to człowiek zabrał dzikom naturalną przestrzeń, a zabijanie zwierząt nie rozwiąże problemu, jeśli nadal będą miały łatwy dostęp do jedzenia.

Protesty organizacji prozwierzęcych pokazują, że temat jest bardzo emocjonalny. Dla jednych dziki są zagrożeniem. Dla innych — ofiarą źle zaplanowanej urbanizacji.

Miasta testują nowe metody

Coraz częściej mówi się też o nowoczesnych rozwiązaniach. W niektórych miejscach testuje się systemy odstraszania, czujniki dźwiękowe, specjalne zabezpieczenia śmietników, a nawet roboty i urządzenia mające zniechęcać dziki do wchodzenia na osiedla.

Eksperci podkreślają jednak, że technologia nie wystarczy. Najważniejsza pozostaje zmiana zachowań mieszkańców. Dopóki dziki będą znajdować jedzenie przy blokach, dopóty będą wracać.